piątek, 14 listopada 2014

Szalik w kratkę

Dostałam dzisiaj dwa szaliki w kratkę. Jeden prosto ze sklepu, drugi prosto z szafy.
Dostałam też czapko-beret (trudno określić jednoznacznie) z kokardą w kropki.

Będę nosić razem jako wyraz buntu.

Artur z "Tanga" Mrożka nie miał przeciwko czemu się buntować. Bo jego rodzice zniszczyli zasady.

Zacytuję: "Brak norm stał się normą"

Fascynujące. Mrożek pisał to w zupełnie innym kontekście. Jeśli literaturę trzeba interpretować wyłącznie biorąc pod uwagę czasy współczesne autorowi w momencie powstawania utworu (no i rzecz jasna to, co już było) to "Tango" jest takie sobie. Ale zdumiewa mnie, że Mrożek przewidział świat, w którym ja będę żyć. Jak taki Artur. Żeby się buntować, muszę tworzyć zasady. Żeby się buntować, muszę tworzyć konwenanse. I tematy tabu. 

Żeby się buntować, trzeba być damą albo gentlemanem. 

Można też nosić kropki do kratki. <jedno drugiego nie wyklucza>

Ale z tymi szalikami to nie wszystko. Bo patrząc bardzo metaforycznie:

Szalik ze sklepu to taki świat współczesny.
W ogóle to to jest komin.
Na pierwszy rzut oka klasyczny szalik w kratkę. Ale jednak - unowocześniony.
Na pierwszy rzut oka ładnie wykonany. Jak się przyjrzy człowiek to jednak ma te okropne wszywki, metki i nitki, które trzeba odciąć.
I trochę się pruje, chociaż jest prosto ze sklepu.
No i niech ktoś powie, że to nie jest jak świat współczesny!
Niby super, ale coś jest nie tak.
Niby racjonalizm, ale otępienie.
Niby równość, ale mniejszość musi być uprzywilejowana.
Niby prywatność, ale - w realu - wywleka się to, co intymne nawet na bilboardach - w internecie - reklamy na stronach, które odwiedzam, wyświetlają zamiennie soczewki kontaktowe i sukienki na studniówkę.
Niby dbałość o wykształcenie, a nawet filmu na poziomie nie można obejrzeć w telewizji.

Wreszcie niby wolność, a jednak nie mogę być NORMALNA. Bo zaraz nietolerancja, cebulactwo, polaczkowatość. A MOŻE TO MI SIĘ PODOBA, CZY TO KOGOŚ INTERESUJE?


No i drugi szalik. Ten z szafy. Nosił go mój tata. Potem moja mama. Potem moja ciocia. A teraz ja sobie siedzę w pokoju, piszę to właśnie i wokół szyi owinięty leży spokojnie ten sam szalik.
Bez metek, bez nitek, bez dziur, chociaż lat ma pewnie z dwadzieścia pięć.

DWADZIEŚCIA PIĘĆ LAT WOLNOŚCI.

Szalik przetrwał bez uszczerbku. Chyba gorzej z ideami.


Długi wpis, bo jesień

czwartek, 9 października 2014

Historia magistra

vitae est.

Kiedy tak uczę się regularnie historii (co mi się zdarza pierwszy raz w życiu...) stwierdzam, że do tej pory żyłam w błogiej nieświadomości ILE RZECZY DZIAŁO SIĘ NA ŚWIECIE.

Niesamowicie dużo! <nigdy bym nie przypuszczała, a Ty?>

To jest nawet bardzo ciekawe. Zadziwiające, ale jest ciekawe. I przydatne, warto w sumie coś wiedzieć o tych wszystkich państwach i narodach. Coraz bardziej przekonuję więc sama siebie o wartości humana. Jak sama w nią uwierzę, to może przekonam też innych? Ale póki co ta druga czynność idzie mi miernie -.-

Co nie zmienia faktu, że historia rozwija się dobrze! Na pewno ta moja historia jest bardzo pozytywna. Tymczasem wracam do Grecji w 1826 roku! <też się kończy dobrze, ale są pewne straty>
*****************************************

<do matury muszę zdążyć wrócić do współczesności>

wtorek, 30 września 2014

Palące policzki, zmrożone dłonie

Okropne uczucie. To jest zdecydowanie okropne uczucie. Rozognione policzki pieką jakby samoistnie stawały się ogniskiem. Zmrożone palce nie są wyczuwalne przez klawiaturę w telefonie. A świat ogranicza się do czekania, ze wzrokiem utkwionym w ekran. A sercem nad przepaścią.

Poda rękę czy przydepnie butem?
Uratuje czy zepchnie?

JAK PODAĆ RĘKĘ SERCU?

To nie są rozważania, które prowadzi człowiek w normalnym stanie.

Nie umiem, nie umiem skupić się na tym, co było, kiedy wszystko we mnie zastanawia się nad tym, co będzie. I boję się, że będą jeszcze bardziej strome przepaście. Jeszcze mniej dostrzegalne. Bardziej zaskakujące.

Potrzebuję UBEZPIECZENIA.
Liny.
Ktoś coś?

środa, 24 września 2014

Walczę ze sobą w Rewolucji Francuskiej

Czy kiedy ktoś, zapewne całkiem nieumyślnie, parafrazuje Twoje słowa (ale tak totalnie, totalnie parafrazuje, bo Twoje słowa były w pewien sposób ORYGINALNE) to sądzisz, że to jest przypadek?

Czy w ogóle ISTNIEJĄ przypadki?

Chyba nie. Ale co to ma znaczyć?

środa, 17 września 2014

Kiedy potrafisz latać

Walkin' gets too boring
When you've learned how to fly

Shakira - Gypsy: http://youtu.be/_3-GiVIE8gc

Jednak czasami warto zaryzykować. Poważnie. Spróbujcie, zwłaszcza wtedy, kiedy wydaje się to najbardziej irracjonalne.

I prosić warto, bo, jak pisze Barańczak: ON JEST.

Dobranoc

czwartek, 11 września 2014

Karuzela

Kiedy trzeba podjąć najważniejsze decyzje, pojawia się nagle multum dróg alternatywnych. Coś, o czym nie myślało się poważnie jeszcze miesiąc temu (sierpień, taki miesiąc istniał?) nagle staje się wyjątkowo interesujące.

A wszystko jest bardziej interesujące od tego, co konieczne. Taka sytuacja.

Najciekawiej jest zawsze nocą. Kiedy podręcznik leży spokojnie obok łóżka, światło jest zgaszone, kot śpi w pudełku a ja oszukuję siebie, że zasypiam. Nie zasypiam. Myślę. WYmyślam. WYobrażam. WYtwarzam nowe historie. WYwieram wpływ na samą siebie. Wiem już, co zrobię jutro.
PS. Nigdy jutro tego nie robię :P

Zbliża się czas na myślenie.

Karuzela to motyw zakorzeniony w kulturze. Oznacza głównie beztroskę, zabawę, szaleńczy wir radości bez zauważenia tego, co obok karuzeli. Negatywny motyw.
Z całym szacunkiem do krytyków literackich, ale taka interpretacja jest wyjątkowo powierzchowna. Nie wziął nikt pod uwagę, że niektórym na karuzeli robi się po prostu niedobrze?

To dopiero początek

"Czasem trzeba z życia zniknąć żeby żyć
czasem siebie w głąb przeniknąć żeby żyć "
Nie ma nic, Golec uOrkiestra

Znikać z życia w internety czy z internetów w życie?