Dostałam też czapko-beret (trudno określić jednoznacznie) z kokardą w kropki.
Będę nosić razem jako wyraz buntu.
Artur z "Tanga" Mrożka nie miał przeciwko czemu się buntować. Bo jego rodzice zniszczyli zasady.
Zacytuję: "Brak norm stał się normą"
Żeby się buntować, trzeba być damą albo gentlemanem.
Można też nosić kropki do kratki. <jedno drugiego nie wyklucza>
Ale z tymi szalikami to nie wszystko. Bo patrząc bardzo metaforycznie:
Szalik ze sklepu to taki świat współczesny.W ogóle to to jest komin.
Na pierwszy rzut oka klasyczny szalik w kratkę. Ale jednak - unowocześniony.
Na pierwszy rzut oka ładnie wykonany. Jak się przyjrzy człowiek to jednak ma te okropne wszywki, metki i nitki, które trzeba odciąć.
I trochę się pruje, chociaż jest prosto ze sklepu.
No i niech ktoś powie, że to nie jest jak świat współczesny!
Niby super, ale coś jest nie tak.
Niby racjonalizm, ale otępienie.
Niby równość, ale mniejszość musi być uprzywilejowana.
Niby prywatność, ale - w realu - wywleka się to, co intymne nawet na bilboardach - w internecie - reklamy na stronach, które odwiedzam, wyświetlają zamiennie soczewki kontaktowe i sukienki na studniówkę.
Niby dbałość o wykształcenie, a nawet filmu na poziomie nie można obejrzeć w telewizji.
Wreszcie niby wolność, a jednak nie mogę być NORMALNA. Bo zaraz nietolerancja, cebulactwo, polaczkowatość. A MOŻE TO MI SIĘ PODOBA, CZY TO KOGOŚ INTERESUJE?
No i drugi szalik. Ten z szafy. Nosił go mój tata. Potem moja mama. Potem moja ciocia. A teraz ja sobie siedzę w pokoju, piszę to właśnie i wokół szyi owinięty leży spokojnie ten sam szalik.
Bez metek, bez nitek, bez dziur, chociaż lat ma pewnie z dwadzieścia pięć.
DWADZIEŚCIA PIĘĆ LAT WOLNOŚCI.
Szalik przetrwał bez uszczerbku. Chyba gorzej z ideami.
Długi wpis, bo jesień